Wto, 16 Mar 2010, 16:15 CET, NY 11:15, Londyn 15:15, Tokio 0:15, WIG20 +1.96% | Zamknięcie rynku w Warszawie za 5 minut |
Rynek amerykański Piotr Kuczyński - Xelion 26 Lutego 2010 22:09
Komentarze bez kilkudniowego opóźnienia...
Nerwowy tydzień na rynkach amerykańskich. Tylko poniedziałek zapowiadał się na nudny dzień i takim był. Sesja zakończyła się neutralnie (niewielkim spadkiem indeksów). To był klasyczny handel „na przeczekanie”. Wtorek skończył się przeceną. Publikowany przez Conference Board indeks zaufania konsumentów po prostu graczy zszokował. Indeks spadł z 56,5 do 46 pkt. (oczekiwano 55 pkt.). Dopiero przekroczenie 90 pkt. sygnalizuje stabilny wzrost gospodarczy. Konsumenci po trzech miesiącach poprawy nastrojów wrócili do sytuacji sprzed 10 miesięcy. To sytuacja na rynku pracy tak pogarsza nastroje.
Co prawda Amerykanie (i nie tylko Amerykanie) często co innego mówią (na tym polega badanie Conference Board), a co innego robią (o tym mówią na przykład dane o sprzedaży detalicznej), ale nie ulega wątpliwości, że raport mógł graczy zaniepokoić. Popyt wewnętrzny tworzy 2/3 PKB w USA, więc złe nastroje konsumentów mogą przełożyć się na powrót do recesji. W środę indeksy wróciły jednak do poziomu z wtorku, mimo że Ben Bernanke nie powiedział nic odkrywczego, a to, co powiedział wcale nie było niezwykle optymistyczne. Jedynym pozytywnym elementem była prognoza wzrostu PKB w USA o 3 – 3,5 procent. Wydaje się ona zresztą nadmiernie optymistyczna. Inflacja według Bernanke pozostanie na niskim poziomie, ale czy inflację 2,6 procent przy stopach 0,25 procent można uznać za niską? Tłumaczył też, że podniesienie stopy dyskontowej nie było wstępem do podniesienie głównych stóp procentowych, które przez czas dłuższy pozostaną na niskim poziomie.
To właśnie posłużyło obozowi byków na rynku akcji do pogonienie indeksów na północ. Nie raczyli zauważyć, że szef Fed jednocześnie ostrzegł: bezrobocie będzie nadal wysokie, a bez niskich stóp gospodarka weszłaby powtórnie w recesję. Poza tym zapowiedział możliwość podniesienia stopy depozytowej (banki będą dostawały więcej za pozostawione w Fed rezerwy). Mówił też o wycofywaniu się Fed z programów pomocowych (na przykład przez wyprzedaż obligacji bazujących na rynku hipotecznym). Oba te posunięcia podniosą rynkowe stopy procentowe. Powtórzył też swoją (trudną do obrony) tezę zgodnie z którą długi okres niskich stóp nie wykreuje baniek spekulacyjnych (sic!).
W czwartek inwestorom szkodziły ostrzeżenia agencji ratingowych Moody’s Investors Service i Standard & Poor’s. Twierdzą one, że w ciągu miesiąca mogą znowu obniżyć rating Grecji – nawet o dwa stopnie. Jednak obawy duże nie były, bo sprawa Grecji wlecze się już zbyt długo, a tego rynki nie lubią – po prostu przestają reagować. Pojawiły się też kolejne, fatalne dane makro. Indeksy spadały nawet o ponad 1,5 procent, ale na 2,5 godziny przed końcem sesji błyskawicznie odrobiły ponad pół punktu procentowego i to postawiło kropkę nad i – sesja zakończyła się neutralnie. Nie znalazłem w agencjach dobrego wytłumaczenia tego skoku. Powód jednak nie jest istotny – istotne jest to, że minimalny spadek indeksów po takiej serii złych danych makro sygnalizuje dużą odporność rynku i wiarę w to, że to rzeczywiście zima popsuła jakość danych. Obronił się też rynek w piątek (mimo znowu słabych danych).
Na rynku walutowym też było dosyć nerwowo. Kurs EUR/USD spadał (ale kończył tydzień bez zmiany), co po słabych danych makro mogło dziwić. Jednak nie powinno. Po prostu rynek zdecydowanie wierzy w dolara, więc dobre dane makro go umacniają. Bardzo słabe doprowadzają do przeceny na giełdach, spadku apetytu na ryzyko … i też dolara umacniają. Dochodzi jeszcze problem Grecji) dla rynku walutowego bardzo istotny). Nie widać końca tego procesu, ale ja mam wrażenie, że nadchodzi korekta, która w końcu rynkowi się przecież należy. Powinna się rozpocząć przed 16 marca. Wtedy to Unia ma sprawdzić postępy w greckich reformach. Można założyć, że mimo strajków coś uda się osiągnąć, a to doprowadzi do odbudowania części siły euro.
Umacniający się dolar przecenił ropę, miedź i w mniejszym stopniu złoto (uciekano do bezpiecznej przystani). W końcu tygodnia zmiany były jednak niewielkie. Podstawowe trendy nie uległy zmianie, ale waga na złoto: niewiele brakuje do przełamanie dolnego ograniczenia 18 miesięcznego kanału trendu wzrostowego. Gdyby się zrealizowało to powstałby sygnał sprzedaży z zakresem spadku przynajmniej do 950 USD. Wzrosła cena obligacji – mocno spadła ich rentowność (skutek słabych danych makro).
Te zaś były wręcz fatalne. Raport o stanie rynku kredytów hipotecznych jest zwykle lekceważony i tym razem też tak było, ale odnotujmy, że w ostatnim tygodniu indeks tego rynku spadł o 8,5 procent, indeks refinansowania o 8,9 procent, a średnie oprocentowanie kredytu hipotecznego ze stałą stopą oprocentowania wzrosła z 4,94 proc. na 5, 03 proc. Fatalny był raport o sprzedaży nowych domów. Okazało się, że spadła o 11,2 proc. m/m (oczekiwano wzrostu) do poziomu najniższego w historii tego raportu (od 1963 roku). Mediana cenowa spadła w stosunku do grudnia aż o 5,6 procent. Sprzedaż domów na rynku wtórnym spadła w styczniu o 7,2 procent – oczekiwano niewielkiego wzrostu. Spadła też w stosunku do poprzedniego miesiąca mediana cenowa (3,4 proc.). Na domiar złego indeks FHFA o cenach domów spad w grudniu o 1,6 proc. m/m – oczekiwano wzrostu.
Usiłowano tłumaczyć te fatalne dane zimą, ale tego się tak do końca nie da wytłumaczyć. Po pierwsze analitycy stawiając optymistyczne prognozy wiedzieli, że zima jest ciężka. Po drugie sprzedaż spada od trzech miesięcy, co sygnalizuje, że sytuacja na tym rynku się ciągle pogarsza.. Pozostaje zadać retoryczne pytanie: co się stanie po kwietniu, kiedy wygaśnie program dopłat do kupna domu? Gracze jednak woleli uwierzyć we wpływ zimy i wykorzystać jako pretekst wystąpienie szefa Fed.
Dane z rynku pracy też były złe. Tygodniowa ilość wniosków o zasiłki wzrosła z 474 do 496 tys. (oczekiwano spadku o podobnej skali). Wzrosła też średnia 4 tygodniowa. Na pozór bardzo dobry był raport o zamówieniach na dobra trwałego użytku – wzrosły o 3 procent (oczekiwano 1,5 proc). Problem jednak w tym, że wzrost miał źródło w zamówionych w Boeingu 59 samolotach. Bez środków transportu zamówienia spadły o 0,6 procent (oczekiwano wzrostu). To były bardzo słabe dane, ale pamiętać trzeba, że potrafią się one bardzo gwałtownie zmieniać. Oczywiście i te raporty tłumaczono zimą, ale czy rzeczywiście pogodą można tłumaczyć wszystkie złe dane publikowane w tym tygodniu? Nie ulega wątpliwości, że po części złe dane są wynikiem złej pogody, ale po jakiej części? Tego nikt nie wie.
Weryfikacja już wcześniej opublikowanych danych o PKB w 4 kwartale podniosła wzrost z 5,7 na 5,9 proc. Oczekiwano rewizji w dół do 5,6 procent. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że jeśli odejmie się wpływ wolniejszego spadku zapasów to okaże się, ze gospodarka rosła w tempie 1,9 proc., a nie 2,2 procent, o którym mówiono przed miesiącem. Inaczej mówiąc to odbudowywanie zapasów (dodało 3,88 pkt. proc. do wzrostu), a nie realne popyt doprowadził do takiego wzrostu PKB. W całym 2009 roku PKB spadł 2,4 procent, co było największym spadkiem od 1946 roku.
W kolejnym tygodniu najważniejszy (teoretycznie) będzie raport piątkowy, czyli jak zwykle na początku miesiąca będzie to miesięczny raport z rynku pracy. Przedtem pojawi się jeszcze (środa) raport ADP, który traktowany jest (niezbyt słusznie) jako zapowiedź tego, co zobaczymy w raporcie piątkowym. Nie radzę za bardzo się jednak tym piątkiem ekscytować. Poważną reakcję rynków zobaczymy tylko wtedy, jeśli dane będą znacznie odbiegały od prognoz. Nie da się przewidzieć, czy tak się stanie. W poprzednich dniach pojawią się też inne, istotne raporty. Najważniejszymi powinny być raporty instytutu ISM (indeksy dla sektora przemysłowego i usług), zamówienia fabryczne oraz dane o podpisanych umowach kupna domów. Wpływ na zachowanie rynków może tez mieć Beżowa Księga, czyli raport Fed o stanie gospodarki.
Nie wiemy jeszcze, czy indeks S&P 500 rysuje falę C korekty (scenariusz pesymistyczny), czy prawe ramię nieco krzywej formacji odwróconej RGR (optymistyczny). Zakładam jednak, że obowiązuje teraz taka teoria: dane były słabe z powodu zimy, zima się skończy i zaczną się gwałtownie poprawiać (tak rzeczywiście powinno być), a skoro tak, to jest pod co grać. Wniosek? Powinniśmy w marcu zobaczyć atak na szczyt. Potrzebne są tylko nieco lepsze informacje. Nie muszą być wcale znakomite.
Wykresy:
  S&P 500 przełamał dolne ograniczenia kanału 10. miesięcznego trendu rozpoczynając korektę tego wzrostu. Wyszedł też dołem z blisko trzymiesięcznego klina wznoszącego, co zapowiadało spadek do jego podstawy, czyli w okolice 1.030 pkt. (już prawie wykonane). Teraz w korekcie wzrostowej. Wsparcie na 1.044 pkt. Opór na 1.112 pkt.
DJIA przełamał dolne ograniczenia kanału 10. miesięcznego trendu, co jest sygnałem sprzedaży. Teraz w korekcie wzrostowej. Opór na 10.439 pkt. Wsparcie w okolicach 9.835 pkt.
TRIN dał sygnał kupna.
Na NASDAQ przełamał dolne ograniczenia kanału 10. miesięcznego trendu rozpoczynając korektę tego wzrostu. Wyszedł też dołem z blisko trzymiesięcznego klina wznoszącego, co zapowiadało spadek do jego podstawy, czyli w okolice 2.050 pkt. Teraz w korekcie wzrostowej. Wsparcie na 2.100 pkt. Opór na 2.266 pkt. Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi "rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawiera konkretnej wyceny instrumentu finansowego, nie opiera się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określa ryzyka inwestycyjnego. Jest tylko i wyłącznie osobistą opinią autora. Zgodnie z powyższym serwis Stooq oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na jej podstawie.
Wcześniejsze komentarze
|
|
|